
Paweł Kotwica: * Emocje związane z twoim odejściem z drużyny z Kielc już opadły?
Rafał Gliński: – Jasne, nie ma co już mówić o jakichś wielkich emocjach z tym związanych. Ten etap jest zamknięty.
* Ale jakiś żal został?
– A do kogo mogę mieć żal albo pretensje? Chyba głównie do siebie, bo nie potrafiłem udowodnić swojej przydatności dla zespołu, przekonać do siebie działaczy i trenera. Mówię szczerze, wszystko jest OK, już to przełknąłem.
* Czerwcowa decyzja Zarządu Vive Targi Kielce była dla ciebie jakimś zaskoczeniem czy spodziewałeś się, że odejdziesz?
– Po części się spodziewałem, ale do końca miałem nadzieję, że zostanę. Ta sytuacja ani dla nas, zawodników, którzy odchodzili z klubu, ani dla działaczy i trenerów w Kielcach nie była szczególnie przyjemna, ale takie jest życie, coś się kończy, a zaczyna się coś nowego.
* Jak będziesz wspominał te dwa i pół roku spędzone w Kielcach?
– To był na pewno najlepszy okres w mojej karierze, osiągnąłem z chłopakami bardzo dużo, prawie wszystko, co było możliwe. Szczególnie dobry był rok 2009. Wprawdzie najpierw w połowie sezonu rozpadł się mój klub w Niemczech i musiałem szukać nowego pracodawcy. Potem wszystko się potoczyło super. W lutym zdobyłem brązowy medal mistrzostw świata w Chorwacji, a kilka dni później "wylądowałem na czterech łapach” – znalazłem się w Kielcach. Kilka miesięcy później zdobyłem z drużyną Puchar Polski, a potem moje pierwsze w karierze mistrzostwo. Było ono szczególnie miłe, bo wywalczone przed własnymi kibicami, po piątym meczu z Płockiem. Potem był debiut w Lidze Mistrzów, możliwość pokazania się na arenie europejskiej… Potem kolejne mistrzostwo i puchar… W tych dwóch sezonach były same pozytywy. Kiedyś to będzie się bardzo miło wspominało.
* Kiedy wiadomo już było, że odejdziesz z Vive Targi Kielce, pojawiły się dwie oferty z drugiej ligi niemieckiej, z zespołów Post Schwerin i Empor Roctock. W Rostocku byłeś nawet na testach…
– Trafiłem tam trochę za późno, bo ten klub miał już praktycznie zamkniętą kadrę i budżet. Testy wypadły dobrze, ale działacze musieli znaleźć na mój transfer dodatkowe pieniądze. Ich szukanie trochę trwało, a ja w tym momencie dostałem ofertę z Mielca. Nie mogłem już dłużej czekać i zgodziłem się na przejście do Stali. Za jakiś czas Empor ponowił propozycję, bo znalazł pieniądze, ale ja już obiecałem prezesowi Antoniemu Weryńskiemu ze Stali, że podpiszę umowę i nie mogłem złamać słowa. Tak trafiłem do Mielca i bardzo się z tego cieszę, dobrze się tu czuję.
* Bogdan Wenta mówił o tobie: "»Glina« to człowiek do specjalnych zadań, dla drużyny zrobi wszystko”. Jeśli powiem mu: "Idź i strzel tamtego gościa w łeb”, to on to zrobi. Trener Stali Ryszard Skutnik mówi o swoich zawodnikach "Czeczeńcy”, bo oni zawsze walczą do końca. Ze swoim boiskowym charakterem chyba nie mogłeś trafić lepiej…
– Rzeczywiście, chyba się dopasowałem. Zespół jest super, gramy nowatorską jak na Polskę piłkę ręczną, polegającą na narzuceniu swojego stylu gry i kontratakach, co też mi się podoba. Poznałem już trochę zespół, kilku chłopaków znałem wcześniej, to na pewno zawodnicy z charakterem, nie odpuszczają do samego końca, choć na pewno, jeśli chodzi o umiejętności, nie jest to ekipa pokroju Vive czy Wisły Płock. Założenia są bardzo proste: każde spotkanie jest ważne, w każdym trzeba próbować wygrać, musimy zebrać jak najwięcej punktów i dostać się do czołowej ósemki na play offy. W poprzednim sezonie to się udało i Stal skończyła sezon na czwartym miejscu.
* Wszystkie trzy wasze mecze tego sezonu były bardzo zacięte – remis w Puławach, wygrana jedną bramką w Mielcu z Powenem Zabrze i porażka jednym golem w Legnicy z Miedzią…
– W Puławach wszystkim gra się ciężko, w zeszłym sezonie nawet z Vive się tam męczyliśmy i dwubramkową wygraną zapewniliśmy sobie dopiero w ostatnich minutach. Teraz zremisowaliśmy dość pechowo, 15 sekund przed końcem prowadziliśmy jednym golem, ale daliśmy się zaskoczyć. Mimo to byliśmy zadowoleni z jednego punktu. Z Zabrzem zaczęliśmy bardzo słabo, od stanu 0:4, ale w 50 minucie to my prowadziliśmy "czwórką”. Potem daliśmy się dojść na remis, ale tym razem szczęście było po naszej stronie. W Legnicy rozegraliśmy najsłabszy mecz. Zaczęliśmy super, ale zabrakło nam determinacji, Miedź nas doszła, przeszła, a my nie wykorzystywaliśmy 100-procentowych sytuacji, sam na sam z bramkarzem i dwóch karnych, z których jednego przestrzeliłem ja. W końcówce graliśmy w przewadze i mieliśmy piłkę, a nie potrafiliśmy doprowadzić do remisu. Szczególnie jednak kulała gra w obronie.
* A ty jak się wpasowałeś do zespołu?
– Trener Skutnik oczekuje ode mnie, żebym był zawodnikiem uzupełniającym niektóre pozycje, to tak, jak w Kielcach. W Legnicy prawie cały mecz grałem na środku rozegrania, rzadko wchodzę na lewe skrzydło.
* Trener Wenta o tobie nie zapomniał, znalazłeś się w szerokiej kadrze narodowej.
– Jeśli chodzi o moje szanse na przykład na przyszłoroczne mistrzostwa Europy, to wszystko zweryfikuje boisko i to, jak będę się prezentował w lidze.
* Często pojawiasz się w Kielcach i to chyba nie tylko dlatego, że masz tu dziewczynę?
– Z Mielca jest niedaleko, 100 kilometrów. Mam dziewczynę w Kielcach, poza tym często tam się pojawiałem, bo musiałem się "na raty” przeprowadzić do Mielca. Na pierwszy trening w Stali pojechałem z jedną torbą i tak zostałem na tydzień. Potem po trochu zwoziłem graty i jestem praktycznie już przeprowadzony. Już nie będę miał czasu na cotygodniowe przyjazdy do Kielc, bo teraz gramy z Vive, a potem mamy dwa dalekie wyjazdy, do Lubina i Wągrowca.
* Jedno się praktycznie nie zmieniło: zainteresowanie piłką ręczną w Mielcu jest prawie tak duże, jak w Kielcach, praktycznie na każdym meczu pełna hala. Czujesz się chyba dość swojsko w takiej atmosferze?
– Dokładnie. Fajnie, że w Mielcu jest duże zainteresowanie i kibice potrafią docenić naszą grę. Wiadomo, że atmosfera i oprawy meczów w Kielcach są wzorem dla innych, ale w Mielcu też do tego dążą, kibice jeżdżą na wyjazdy. Zdarza się, że podchodzą na ulicy, proszą o autograf, gratulują wygranej, chcą pogadać. W Kielcach zdarzało się to częściej, ale dobrą grą postaram się zapracować na szacunek kibiców Stali.
* Jak ci się podoba nowa drużyna Vive Targi Kielce?
– Cóż, nie ma za wiele minusów (śmiech). Nazwiska, które przyszły do Kielc, mówią same za siebie. Jestem przekonany, że drużyna powalczy o awans z grupy Ligi Mistrzów i będzie z powodzeniem walczyła o mistrzostwo i Puchar Polski. Miałem możliwość przepracowania z kieleckim zespołem praktycznie całego okresu przygotowawczego, choć oczywiście nie grałem w sparingach. Większość nowych zawodników: Bartka Tomczaka, Sławka Szmala, Grześka Tkaczyka znam bardzo dobrze z kadry, mniej Denisa Bunticia i "Tottiego” Olafssona. Cóż, przed sobotnim meczem na pewno będziemy mieli co robić (śmiech). Cała Polska wie, że Vive jest zdecydowanym faworytem. A jakie my mamy wyjście? Wyjść i walczyć przez 60 minut, to się na pewno spodoba kibicom. Stal jest zespołem, która przed żadnym meczem nie wychodzi na boisko z rękami podniesionymi do góry i okrzykiem "Nie strzelajcie!”. Jeśli tak by miało być, to niech chłopaki z Vive zostaną w domu, my też i miło spędzimy sobie weekend w inny sposób…


audio blog byway.pl champions league ciekawostki demotywatory facebook filmiki grundfos cup herosi hsv hamburg hummel charity cup humor inne interwetten cup jachlewski kabaret kalendarz kielce cup konkurs krewniacy kuchczyński lijewski mam marzenie marzycielska poczta me 2010 me 2012 oficjalna strona prasa puchar polski pytania i odpowiedzi quiz rafał gliński rastko stojković reprezentacja sportowiec roku spotkania blogowe stal mielec typowanie vive kielce wośp wypowiedzi dla bloga wywiad zdjęcia życzenia